Paralaksa tła

Szczecińscy Pionierzy: Głód największym wyzwaniem w 1945 roku

Recenzuję innych: „Czerwone Gardło” Nesbo. Ostatni oddech wojennego pokolenia.
Sierpień 10, 2017
Recenzuję innych: „Pentagram” Jo Nesbo. Jak wywieść czytelnika w pole?
Sierpień 27, 2017

Pomorze Zachodnie w pierwszych latach powojennych nazywano Dzikim Zachodem. Mógł kusić możliwościami, ale witał... głodem. Kolejny bohater cyklu miał jechać do Gdyni, a trafił do Szczecina, bo ktoś mu powiedział, że robi błąd wybierając się do Trójmiasta. Szczecin miał być miastem wielkich szans. Był wrzesień 1945 roku...

 
M łody Konstanty miał zaledwie 17 lat, kiedy razem z matką i bratem przybył ze Wschodu do zrujnowanej Warszawy. Stolica w zgliszczach zrobiła na nim naprawdę przygnębiające wrażenie. Określał ją jako morze ruin. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że jako zabużanin nie ma do czego wracać. Jego rodzinne miasteczko stało się częścią Związku Radzieckiego. Razem z matką zdecydował się wreszcie opuścić Warszawę. Nie widzieli tu dla siebie żadnych perspektyw. Początkowo zamierzali wyjechać do Gdyni. Po drodze na dworzec spotkali starszego człowieka, który zachwalał im Szczecin. Zapewniał, że bez większego problemu znajdą tam mieszkanie i pracę. W związku z tym Kostek i jego matka zmieniają zdanie i decydują się na podróż do Szczecina.

Konstanty w swoich wspomnieniach zdeponowanych w Książnicy Pomorskiej z nostalgią wspominał swój wjazd pociągiem do Szczecina: "Pamiętam jak dziś szybki, wrześniowy zmierzch i straszną ulewę, kiedy przejeżdżaliśmy przez dosłownie chyboczący się most na Odrze. (…) Wkrótce pociąg nasz kończył bieg na stacji Szczecin – Turzyn." Na tymże dworcu siedemnastolatek przeżył niemały szok. Zobaczył tam Niemców innych od tych, z jakimi miał do tej pory do czynienia: "Zobaczyłem wówczas po raz pierwszy nadludzi nie w mundurach, lecz w cywilu. Nie było żadnego porównania. Pokorni, grzeczni, ani odrobiny pychy. Siedzieli w kącikach salki i coś szwargotali cichutko. Mój Boże, jak to czasy się zmieniają." Taka właśnie postawa Niemców nie powinna dziwić, skoro dzięki agresywnej polityce ich wodza – Adolfa Hitlera zostali pozostawieni na pastwę zdemoralizowanych czerwonoarmistów. Miesiące upokorzeń, strachu i cierpień zrobiły swoje.

Kostek i jego matka spędzili na dworcu noc i dopiero na drugi dzień rano wybrali się do centrum. Zdążając do Państwowego Urzędu Repatriacyjnego mijali m.in. zrujnowane Śródmieście oraz wielu Niemców i nielicznych Polaków. Najbliższe dni spędzili tymczasowo w sali przydzielonej im przez PUR. Razem z nimi mieszkało tam wielu innych Polaków, którzy ledwo co przyjechali do Szczecina. O swoich współlokatorach autor napisał, że większość z nich była uczciwa, chociaż zdarzali się szabrownicy: "Pamiętam mieszane towarzystwo z Łodzi, które co noc opuszczało naszą salę i wracało dopiero nad ranem z pokaźnymi łupami." Kostek podziwiał ich brawurę, ponieważ po zmroku zewsząd było słychać krzyki i strzelaniny.

6621292183_2f1f2f9b99_b

Photo credit: Anosmia via Foter.com / CC BY


 
A utor pamiętnika pomimo młodego wieku nie mając właściwie innego wyjścia musiał znaleźć pracę. Jak się szybko okazało, starszy człowiek się nie mylił. W Urzędzie Zatrudnienia zlokalizowanym przy alei Wojska Polskiego chłopak mógł przebierać w ofertach pracy. Konstanty zdecydował się na pracę w miejskich wodociągach. Przydzielono go do wydziału sieci. Pierwsze zadanie jakie otrzymał w nowej pracy było to zamykanie zaworów znajdujących się w studzienkach przed zniszczonymi domami. Chodziło w tym momencie o zapobieżenie zbędnemu wyciekowi wody. Razem z autorem pracowali miejscowi Niemcy i Polacy pochodzący ze zrujnowanej Warszawy. Na pewno nie było im łatwo pracować z ludźmi, których rodacy zniszczyli ich ukochane miasto. Konstanty, choć niechętnie, doceniał jednak pracowitość Niemców: "Niektórzy z nich, trzeba przyznać, nie szczędzili sił (…) [Jeden z Niemców] opłakiwał swego syna, który zginął pod Stalingradem. Nikt mu jednak nie współczuł. Każdy stwierdzał: po diabła tam lazł!" Autor rozumiał też zasadność pracy Niemców w szczecińskich wodociągach. W przeciwieństwie do przyjezdnych Polaków dobrze znali sieć.

Życie w Szczecinie, mówiąc delikatnie, nie było jednak sielanką. A wręcz przeciwnie – bywało koszmarem. Szczecin pogrążony w chaosie był miastem niebezpiecznym. Autor wspominał: "prawie codziennie były przypadki, że idąc rano do pracy napotykało się po drodze trupy. Był to rezultat grasowania różnej maści band". Innym, jeszcze większym problemem był głód. Konstanty nie otrzymywał miesiącami wypłat za swoją pracę. Nie miał również dostępu do jakiejkolwiek stołówki. Okłamywał swoją matkę, że dostaje obiady w pracy, aby ta nie odejmowała sobie jedzenia od ust specjalnie dla niego. Autor jadał kasztany, żeby oszukać żołądek. Wspomina też swojego kolegę i jego nieprzeciętną metodę przechytrzenia głodu. Znajomy ów zdobył gdzieś kawałek suchego chleba, po czym przystanął przed wystawą pewnej szczecińskiej masarni. Dopiero wtedy zaczął jeść to czerstwe pieczywo: kiedy zaczęto go nagabywać, dlaczego robi to w takim miejscu, odpowiadał: jak popatrzę na wędliny, to wydaje mi się, że chleb mój jest nimi obłożony i lepiej smakuje.

Głód dawał się coraz bardziej we znaki pracownikom wodociągów. Z tego powodu doszło do kłótni z dyrektorem, który początkowo nazwał swoich podwładnych nierobami, po czym jednak załatwił im obiady w Zarządzie Miejskim. Przed zimą udało się również autorowi uzyskać zaległe pobory, a jego matka znalazła pracę w stołówce. Okazuje się też, że w przydzielonym im mieszkaniu zapobiegliwy Niemiec zgromadził sporo opału. Konstanty, jego matka, a wkrótce też brat, który dołączył do nich po pobycie w Warszawie, na tamte warunki, mogli uznać się za szczęściarzy, ponieważ zima 1945/46 była najtrudniejszą i najokrutniejszą dla nowych, polskich mieszkańców Szczecina. Głód, choroby i obawy o swoje życie towarzyszyły pionierom wówczas na każdym kroku.

Tekst pierwotnie opublikowano w ramach cyklu "Pionierzy Szczecińscy" na portalu wSzczecinie.pl. Artykuły powstały na podstawie pamiętników ze zbiorów Książnicy Pomorskiej. Część danych opisywanych osób nie zostało ujawnionych ze względu na ochronę danych osobowych. Link do artykułu: https://wszczecinie.pl/aktualnosci,w_1945_zycie_sielanka_nie_bylo_tak_oszukiwali_glod_w_powojennym_szczecinie,id-26422.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *