Paralaksa tła

Recenzuję innych: „Blackout” Elsberga. A gdyby zabrano nam prąd na wiele dni…

Poznań docenił moją powieść. Już niedługo kolej na Ciebie.
Czerwiec 4, 2017
Szczecińscy Pionierzy: Poznali się w niemieckim Stettinie, pobrali w polskim Szczecinie.
Czerwiec 15, 2017

To była największa awaria w Szczecinie od czasów II wojny światowej. Tak przynajmniej twierdzili energetycy, którzy dziesięć lat temu musieli stawić czoła zaskakującemu skutkowi kwietniowej śnieżycy - wielogodzinnemu brakowi prądu w całym Szczecinie. Skutkiem tej awarii był paraliż praktycznie każdej dziedziny życia - od komunikacji miejskiej, poprzez brak możliwości zatelefonowania gdziekolwiek bądź zrobienia choćby podstawowych zakupów, aż po funkcjonowanie służby zdrowia czy nawet brak wody i ciepła w budynkach. Z tym niespodziewanym dramatem uporano się na szczęście w trakcie kilkunastu godzin.

 
A teraz wyobraźmy sobie, że przywrócenie prądu byłoby niemożliwe i to na obszarze całej Europy. Pierwszy dzień może byłby nawet zabawny, ale drugi, piąty, dziesiąty itd. już niespecjalnie. Taką nieciekawą sytuację wyobraził sobie austriacki pisarz Marc Elsberg w książce o prostym tytule "Blackout". Jak mu poszło? Ocena tej powieści nie mogła być jednoznaczna.

Z jednej strony autor uświadamia w przystępny sposób przeciętnemu zjadaczowi chleba, jak ważna dla jego (prze)życia jest elektryczność, a raczej jej nagły, długotrwały brak. To musiałoby doprowadzić nasz świat do katastrofy. Wyobraźcie sobie elektrownie atomowe bez prądu, który jest potrzebny do chłodzenia reaktorów. Czarnobyl? Takich Czarnobylów w Europie byłoby dziesiątki. Po drugie Elsberg zrobił doskonały research. Prawdopodobnie spędził wiele dni na rozmowach z inżynierami, elektrykami, informatykami i urzędnikami, aby stworzyć przekonujący obraz katastrofy, jaką niewątpliwie byłby ogólnoeuropejski blackout trwający dłużej niż tydzień. Autor rozwiewa również wątpliwości ciekawskich dotyczące działań, jakie podjęłyby władze, aby ten problem rozwiązać.

Wszystko to wydaje się być dobrze opracowane i niepozbawione logiki. Miałam jednak pewne wątpliwości co do problemu głodu, który według autora pojawiłby się już po tygodniu. I to do takiego stopnia, że część z mieszczuchów zaczęłaby polować na podwórkowe koty. Naprawdę? W czasach, gdy w domach chomikuje się zbyt duże ilości żywności, które potem trzeba wyrzucać, bo się przeterminowały? Jest to jednak szczegół, na który można by przymknąć oko, gdyby nie inne mankamenty powieści.

Pomysł na książkę miał naprawdę duży potencjał, ale nie został on w pełni wykorzystany. Winni są temu bohaterowie, którzy są papierowi, bez osobowości, płascy, wręcz nudni. Nie wzbudzają żadnych emocji, ani im nie kibicujemy, ani nie złorzeczymy. Jest też wątek miłosny, który kompletnie nie obejdzie czytelnika, szczególnie, że przez większość akcji książki powieściowa para jest od siebie odseparowana, a główny bohater zbawia świat z inną kobietą. Poza tym powieść zwłaszcza na początku, nie wciąga. Nawet męczy, głównie dlatego, że autor nie szczędzi czytelnikom opisów całej machiny biurokratycznej w przypadku wystąpienia blackoutu. Dopiero później powieść rozkręca się na tyle, że można dobrnąć do końca, choć z uczuciem ulgi, tego dobijającego prawie do tysiąca stron tomiszcza.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *