Paralaksa tła

Recenzuję innych: „Inwazja” Miłoszewskiego nie zachwyca, tylko dzieli

Jak Szczecinowi ukradziono Sierpień’80?
Sierpień 31, 2017
„Wiedźmy Himmera” na ostatniej prostej
Wrzesień 22, 2017

Nie spotkałam do tej pory żadnej innej powieści, która by budziła tak skrajne oceny jak "Inwazja" Wojtka Miłoszewskiego (brat Zygmunta). Jedni uważają je za genialne dzieło, drudzy wręcz przeciwnie - nazywają ją "gniotem". Kto ma rację? Według mnie żadna ze stron. "Inwazja" jest po prostu średnia.

 
O czym jest ta powieść? O inwazji. O nagłej inwazji na Polskę dokonanej przez wojsko rosyjskie. Tą całą zawieruchę dziejową widzimy oczami kilku (prawie) normalsów. Jest więc kochająca luksusy Danuta, która ma skomplikowaną relację ze swoim ojcem, którego szybko uznajemy za "geniusza zła". Dalej jest Michał - nauczyciel historii pracujący w call center - w końcu kolejna reforma szkolnictwa zrobiła swoje. A także Roman - były żołnierz z myślami samobójczymi, który w obliczu niespodziewanej rosyjskiej inwazji ponownie idzie w kamasze.

Dlaczego powieść Miłoszewskiego jest oceniana tak odmiennie? Otóż wszystko zależy od poglądów politycznych czytelników. Jeśli ktoś popiera obecny rząd, z automatu oceni tą książkę jako "beznadziejną". Natomiast przeciwnicy PiSu uznają ją za wartą przeczytania. Chociaż w "Inwazji" nie pada nazwisko żadnego z obecnych rządzących Polską, to nie ulega wątpliwości, że pierwowzorami bohaterów tej powieści są: obecny prezydent, prezes partii rządzącej oraz minister obrony narodowej. Są oni przedstawieni w sposób bardzo negatywny. Nie tylko nie są w stanie zapobiec wojnie, źle przygotowali wojsko do obrony kraju, z góry odrzucają pomoc NATO twierdząc, że "poradzą sobie sami", a na koniec dają nogi za pas z tonącego okrętu zwanego "Polską". Myślę, że to ten właśnie negatywny obraz rządzących ma wpływ na większość recenzji.

Zostawmy tych nieszczęsnych rządzących. Nie wiem, co siedzi w głowie Dudy, Kaczyńskiego czy Macierewicza i szczerze mówiąc, wolę nie wiedzieć. Jak to mawiał mój ojczym: "Mniej wiesz, lepiej śpisz". Zajmijmy się lepiej samą książką, jej fabułą i "zwykłymi" bohaterami. Powieść czyta się dobrze. Jest napisana łatwym językiem, bez zbędnych ozdobników. Akcja jest wartka, czasem nawet zbyt wartka. Według mnie wszystko dzieje się zbyt szybko, autor wielokrotnie idzie na skróty, chociaż chciałoby się, aby pogłębił jakiś temat albo poszerzył scenę. Nic z tego, akcja niczym rozpędzone pendolino musi gnać dalej. Jest kilka fajnych scen, dla których warto przeczytać tą książkę np. ucieczka z okrążenia polskich żołnierzy przez śląską kopalnię, ale większość jest niedopracowanych. Chyba ktoś pisał tą powieść w pośpiechu..

Żaden z bohaterów nie budził we mnie sympatii, może poza trzyletnim "Usiem", który jednak jest epizodyczną postacią i chyba nie o to chodziło autorowi. Irytuje Danusia "boję się tatusia" czy Michał "co się wrobić we franki dał". Czasami brakuje logiki. Która kobieta z kredytem we frankach, dwójką dzieci, bez pracy i jej poszukująca ucieszyłaby się z niespodziewanej ciąży? A jednak Basia Michałowa była bardzo szczęśliwa z tego powodu. Czy naprawdę Rosja uderzyłaby na Polskę przez Słowację? Przecież tam góry i do Warszawy daleko. Przecież łatwiej przez Białoruś, Kaliningrad czy Ukrainę (którą w tej powieści Putin już zdążył zagarnąć). Takiego zmasowanego ataku na tak długim odcinku granicy żadne państwo by nie wytrzymało. Autor ukazuje również, jak inne kraje na wieść o napaści Rosji na Polskę szykują się na odebranie niektórych terytoriów Kremlowi. O ile Chiny nie zaskakują, to jednak Arabia Saudyjska i Iran nie są tak oczywiste. Prędzej spodziewałabym się uderzenia na Kaukaz ze strony Turcji. Tymczasem w powieści Miłoszewskiego Erdogan jest chyba na wakacjach, co do niego nie pasuje, bo on na wakacjach potrafi nawet powstrzymać pucz i powsadzać swoich przeciwników do więzień.

Wreszcie "niepolscy" politycy. W mojej ocenie są przedstawieni w infantylny sposób. Hollande to głupiutki człowiek bez instynktu samozachowawczego, a Angela Merkel jest jak przestraszona marionetka z jakiegoś małego państewka, może z Liechtensteinu? Również Putin nie zachwyca. Przedstawiono go jako rozedrganego raptusa, a mnie się wydaje, że to typ zimnego polityka/gangstera, który zawsze ma wszystko przekalkulowane na kilka lat do przodu. Tylko Trump wydaje się być wiarygodny. Miłoszewski przedstawia go jako narcyza zainteresowanego jedynie dobrą zabawą. Jakoś to do niego pasuje. I nawet jest zabawny.

Podsumowując: książka taka sobie, napisana na szybko, nieprzekonująca, którą jednak szybko się czyta. Literacki fastfood po prostu. Lepiej sięgnąć po coś innego, chyba, że jedziemy gdzieś pociągiem i chcemy, żeby szybko nam minęła podróż.

3531879035_f1e2e9cd54_b

Photo credit: włodi via Foter.com / CC BY-SA


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *